Kolejna wyprawa „Szperaczy” już za nami. Tym razem wyruszyliśmy w kierunku południowo-wschodnim od naszej miejscowości, aby zlokalizować nieistniejącą już wieś Marzkowo. Historia tej miejscowości jest bardzo tajemnicza i do dzisiaj nie została do końca wyjaśniona. Pierwsze wzmianki dotyczące Marsekow pochodzą z 1347 r. przy opisie wschodnich granic Widuchowej. Według źródeł pierwotna lokalizacja wsi znajdowała się na wzgórzu oblanym od zachodu i północy wodami jeziora o tej samej nazwie. Dopiero w roku 1890 rozebrano resztki ruin stojących na szczycie wzgórza. Zdaniem niektórych badaczy były to pozostałości kościoła. Inni natomiast głoszą, że to ruiny zamku rycerskiego wzniesionego na gruncie wczesnośredniowiecznego grodu Pomorzan, który został zniszczony w XV w. w wyniku wojen pomorsko-brandenburskich.
Zanim jednak dotarliśmy do tajemniczego wzgórza, czekało na nas jeszcze wiele ciekawostek. Już w lesie za leśniczówką natrafiliśmy na bardzo ciekawe ukształtowanie terenu. Przez wzgórza niczym wstęga wiła się bardzo regularna droga. Na pierwszy rzut oka widać było, że od dawna nikt z niej nie korzystał. W przeszłości jednak musiała służyć okolicznym mieszkańcom w określonym celu (?). Gdzieniegdzie dało się również zauważyć regularnie ułożone kamienie.
W odległości około 3 km od Widuchowej, w lesie, odnaleźliśmy pozostałości folwarku założonego w 1750 r. przez margrabiego Fryderyka Wilhelma ze Schwedt. Miejsce to nazwane zostało, prawdopodobnie na cześć jego córki Doroty Zofii, Dorotheenwalde. Obecna nazwa nawiązuje do historycznego Marzkowa. W niedalekiej odległości od ruin dawnych zabudowań folwarcznych znajduje się stary cmentarz z dobrze widocznymi kryptami. Ciekawostką jest to, że w roku 1892 w okolicach drogi prowadzącej do folwarku odkryto cmentarzysko popielnicowe, co stanowi dowód prehistorycznego osadnictwa na tych terenach.
Następnie udaliśmy się leśną drogą w kierunku Krzywina, mijając co jakiś czas kamienie graniczne. Po prawej stronie od drogi natrafiliśmy na bliżej niezidentyfikowane fundamenty. Wielkość wskazywałaby na coś dużego, prawdopodobnie pozostałości po stodole (?). Kierując się w stronę docelowego wzgórza, zeszliśmy jeszcze z drogi, korzystając z uprzejmości naszego tajnego przewodnika. Pokazał nam on bardzo malownicze miejsce, gdzie jeszcze do niedawna stał dom. Dzisiaj pozostały po nim już tylko porozrzucane cegły i studnia.
Powoli zaczęło się ściemniać. Przed nami wzgórze, które kiedyś tętniło życiem. Dzisiaj, kompletna pustka i cisza, i piękny widok rozpościerający się na jezioro. Czas wracać do rzeczywistości. Obieramy azymut, wyciągamy latarki i w drogę. Przed nami około 5 km marszu. W drodze powrotnej, korzystając jeszcze z ostatnich chwil kończącego się dnia, zaglądamy na teren żwirowni. Ogromne wyrobisko robi wrażenie. W kompletnych ciemnościach, oświetlając drogę latarkami docieramy do naszej miejscowości. Jesteśmy zmęczeni, ale zadowoleni, a przede wszystkim bogatsi w nowe przeżycia.
Jedna z legend głosi, że wieś Marzkowo zatonęła w jeziorze, a w noc świętojańską słychać jeszcze dźwięk kościelnych dzwonów. Hmm… trzeba to sprawdzić!